Sprawiedliwa kara, zadośćuczynienie i wynagrodzenie - ks. Tomasz Wala

ks. Tomasz Wala

Sprawiedliwa kara, zadośćuczynienie i wynagrodzenie

Sprawiedliwa kara
Każdy grzech w oczach sprawiedliwego Boga jest połączony z karą i wezwaniem do jej poniesienia. Sprawiedliwa kara dobrowolnie przyjęta jest ważnym krokiem w stronę Pana Boga. Przez jej przyjęcie dziękuję Bogu za Jego i moją sprawiedliwość.
Grzech rajski, mając na uwadze karę, mówi o wyrzucaniu z raju, o cierpieniu i o śmierci. Wyrzucenie z raju jest znakiem utraty łaski uświęcającej. Pan Bóg chciał tą łaską obdarzyć Adama, Ewę i ich potomstwo. Cierpienie na ziemi, czyli porodowe bóle kobiety i pot spływający po twarzy mężczyzny, to część sprawiedliwej kary, jaką człowiek za swe grzechy ponosi na ziemi. Dobrze jest to ujęte w prawie cywilnym. Za przestępstwo czeka człowieka cierpienie, a nawet aresztowanie, czyli wyrzucanie z przestrzeni wolności i zamkniecie czyniącego zło za kratami. Kto dobrowolnie przyjmuje więzienie jako sprawiedliwą karę, ten za kratami pokutuje za swe czyny.
Dobrowolne przyjęcie cierpienia ciała, psychiki i ducha (wyrzuty sumienia) jest szansą odpokutowania za moje grzechy. Ten wymiar cierpienia zostanie dokładnie omówiony przy naszej refleksji nad sakramentem namaszczenia chorych, który też jest odpuszczeniem grzechów. Będzie to możliwe po przypomnieniu Tajemnicy Najświętszej Ofiary Jezusa, czyli sakramentu Eucharystii. W tej Ofierze Jezus przez cierpienie odpokutowuje po sprawiedliwości grzechy ludzkości. Ponieważ szanuje naszą wolność, daje szansę każdemu, by z Jego Ofiary skorzystał i włączył swe cierpienie i śmierć w Jego dzieło odkupienia.
Jako wierzący wiemy, że pokuta za grzechy może być podjęta na ziemi. Jeśli po sprawiedliwości grzech nie zostanie odpokutowany na ziemi, ciężar pokuty przelewa się na życie po śmierci. Tajemnicą tej pokuty jest czyściec i piekło. Czyściec jest nadzieją odpokutowania po sprawiedliwości każdego grzechu i powrotu do życia sprawiedliwego. Piekło tej nadziei nie ma. Jest czystą sprawiedliwością, czyli konsekwencją świadomie i dobrowolnie podjętej decyzji życia przez wieczność poza posłuszeństwem Bogu, które jest fundamentem sprawiedliwości.

Zadośćuczynienie
Każdy grzech rani Boga i wyciska swoje piętno na mnie – grzeszącym. Każdy grzech wiąże się zatem z moją winą wobec Pana Boga, zerwaniem lub osłabieniem przyjaźni z Nim. Pomimo moich grzechów Pan Bóg bardzo mnie kocha. Kocha mnie do tego stopnia, że dla mnie i za mnie składa ofiarę z siebie i zmartwychwstaje. W ten sposób gładzi wszystkie moje grzechy i daje mi możliwość zbawienia. Wina zostaje zmazana. Pan Bóg okazuje mi swoje miłosierdzie i przebaczenie, ale ja nie odzyskuję w ten sposób pełnego zdrowia duchowego. Pozostaje bowiem kwestia skutków moich grzechów, które nadal ciążą, a także kwestia ich naprawienia. Pozostaje zadośćuczynienie, czyli pokuta.
Na temat zadośćuczynienie mogę popatrzeć prawnie. Zadośćuczynienie będzie wtedy czynem, w którym po sprawiedliwości mam oddać Panu Bogu i bliźniemu, co im się należy. Ludzie bardziej rozumiejący istotę będą obliczali straty wyrządzone przez nich grzechy i będą próbowali naprawić je wszystkie. Dla pozostałych wystarczać będzie symboliczna pokuta zadana przez kapłana podczas spowiedzi.
Mogę jednak podejść od innej strony. Stanie się tak, gdy popatrzę na Pana Boga jako na tego, który mnie kocha i gdy popatrzę na siebie jako na tego, którego Pan Bóg zaprasza do kochania Jego samego. Zadośćuczynienie stanie się wówczas moim okazaniem miłości Panu Bogu czy to względem Niego samego, czy też względem bliźniego, czy też wreszcie siebie samego. Pokuta zadana przez kapłana podczas spowiedzi będzie wtedy tylko częścią podejmowanego przeze mnie procesu nawracania się.

Historia sakramentu pokuty
Aby lepiej zrozumieć istotę pokuty, warto spojrzeć na historię jej nakładania.
Sakrament pokuty i pojednania od samego początku zawierał w sobie zasadnicze elementy: wyznanie grzechów, pokutę, czyli zadośćuczynienie i rozgrzeszenie. Na przestrzeni wieków zmieniało się tylko podejście do formy zewnętrznej tego sakramentu.
Wśród pierwszych chrześcijan istniało przekonanie, że człowiek po chrzcie nie może grzeszyć ciężko – tak, aby zerwać łączność z Bogiem. Skoro złączył się z Bogiem przez chrzest, to ma świadomość, że został zanurzony w krwi Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstaniu i z tego powodu już więcej nie zgrzeszy. Definitywnie wybrał Boga i życie z Nim. Odrzucił grzech i szatana. Jednak rzeczywistość okazała się inna. We wspólnotach pierwszych chrześcijan pojawiały się grzechy, nawet najcięższe: wyparcie się wiary, morderstwo, cudzołóstwo. Kościół, stojący wobec tych faktów i świadomy otrzymanej od Chrystusa władzy odpuszczania grzechów, podjął praktykę jednej spowiedzi po chrzcie. Recydywiści, popadający w grzech ciężki po raz kolejny, byli powierzani miłosierdziu Bożemu. Im odmawiano prawa przyjmowania Pana Jezusa w Eucharystii i powrotu do wspólnoty Kościoła. Tertulian w traktacie O pokucie pisze, że ochrzczeni, „już nic więcej nie powinni wiedzieć o pokucie i już jej nie powinni potrzebować". I dodaje: „Dlatego też niechętnie mówię o drugiej, owszem już ostatniej nadziei [pierwsza to pokuta przed przyjęciem chrztu], ponieważ rozważając jeszcze dalszą możliwość pokutowania mogę stworzyć pozór, jakobym chciał wykazać dalszą okazję do grzeszenia”. Zachęcano natomiast do podejmowania pozasakramentalnych aktów pokutnych, umartwień i uczynków miłosierdzia, które gładziły grzechy lekkie. Do VI wieku istniała w Kościele jednorazowa, sakramentalna pokuta dla chrześcijan, którzy popełnili publicznie grzech ciężki. Taki człowiek wyznawał publicznie winę przed biskupem lub księdzem. Następnie dołączał do grupy pokutujących, co łączyło się z dokuczliwymi obowiązkami i ograniczeniami. Jeśli grzech popełniał w skrytości – sam pokutował, by do wykroczenia nie dokładać zgorszenia. Publiczna pokuta za grzechy ciężkie trwała niekiedy wiele lat. Po jej ukończeniu odbywało się publiczne rozgrzeszenie i pojednanie grzesznika z Bogiem i wspólnotą Kościoła dokonywane przez biskupa lub księdza. W tak rozumianym sakramencie pojednania najważniejszym i najtrudniejszym do spełnienia elementem było podjęcie przez penitenta czynów pokutnych.
Surowość nakładanych praktyk pokutnych oraz napływ barbarzyńców do Kościoła doprowadziły do kryzysu sakramentu. Pod koniec VI wieku pojawiła się nowa praktyka sprawowania sakramentu pojednania: prywatna i powtarzalna. Grzesznik przychodził do kapłana ile razy to było konieczne, wyznawał grzechy i otrzymywał pokutę. Po wypełnieniu pokuty wracał do spowiednika i otrzymywał rozgrzeszenie. Zadawana pokuta bywała ciężka, jak w pierwszych wiekach, ale już nie tak długotrwała. Poza tym cały proces pojednania dokonywał się w prywatności, bez udziału całej wspólnoty wiernych. Ten rodzaj pokuty sakramentalnej został nazwany taryfową. Spowiednicy wyznaczali formę zadośćuczynienia wedle z góry ustalonych katalogów – taryf, które precyzowały karę za określony grzech.
Od końca X wieku upowszechniła się praktyka udzielania rozgrzeszenia zaraz po wyznaniu grzechów. Natomiast zadośćuczynienie miało być podejmowane przez osobę wierzącą po zakończonej spowiedzi. Rozwiązanie to przyniosło kolejne problemy, tym razem związane z sumowaniem taryf. Mogło bowiem okazać się, że pokuta chrześcijanina wynosiła setki lat, co przekraczało możliwości tego człowieka. Podjęto wówczas temat odpustów, dzięki którym wierzący mógł skrócić czas pokuty.
Można zauważyć, że po każdorazowym kryzysie sakramentu spowiedzi przychodzi bardzo podobna refleksja uczniów Jezusa. Pytają, o co chodzi w zadośćuczynieniu. O odpuszczenie grzechów? Czy raczej o nawrócenie, które jest wynikiem doświadczenia Bożej miłości i Jego przebaczenia? Dla odpuszczenia grzechów wystarcza pokuta zadana przez kapłana podczas spowiedzi. Dla nawrócenia potrzebne jest zmiana myślenia i postępowania. Już w IV wieku chrześcijanie domagali się, by kapłan ich rozgrzeszył, a oni pójdą do Komunii. Święty Ambroży zwracał wówczas uwagę, że grzech może wówczas spaść między chrześcijaninem a kapłanem i nikt za niego nie weźmie odpowiedzialności. Grzech jest moim osobistym odwróceniem się od Pana Boga i Jego rad oraz próśb. Podejmowane przeze mnie zadośćuczynienie jest z kolei zwróceniem się twarzą do Pana Boga oraz podjęciem osobistej odpowiedzialności za mój grzech i jego skutki, a także świadectwem mojego nawrócenia.

Wynagrodzenie
Oprócz zadośćuczynienia istnieje wynagrodzenie. Dotyczy ono już nie mnie samego i mojego grzechu, ale grzechów innych ludzi. Dostrzegam swój grzech i mam świadomość ciągłego nawracania siebie samego. Dostrzegam również grzech innych ludzi i niejednokrotnie brak nawrócenia z ich strony, czasem nawet brak relacji z Panem Bogiem. Dlatego podejmuję konkretne akty, które ofiaruję Panu Bogu jako wynagrodzenie za grzech lub obojętność jakiegoś konkretnego człowieka. Wynagrodzenie może obejmować obszar słów, czynów lub postaw bliźniego. Ktoś źle mówi lub nie mówi – mogę wypowiedzieć dobre słowa za niego. Bliźni źle czyni, grzeszy lub zaniedbuje dobro – mogę podjąć taki czyn w jego imię i ofiarować Panu Bogu. Wynagrodzenie dotyczy także kwestii osobistej relacji bliźniego z Panem Bogiem. Zatem dodatkowa modlitwa za kogoś, kto się nie modli, Msza święta w tygodniu za kogoś, kto nie spotyka się z Panem Bogiem podczas niedzielnej Eucharystii są także aktami wynagrodzenia.
Na akty wynagrodzenia mogę spojrzeć od strony prawnej. Będą one wtedy czynami sprawiedliwości. Oddam Panu Bogu, co Mu się należy ze strony drugiego człowieka, ponieważ mój bliźni tego nie czyni. Mogę jednak podejść inaczej. Mogę zobaczyć źródło aktów wynagrodzenia w miłości Boga. Tato, ten człowiek nie czyni dobrze, czyni źle lub grzeszy, dlatego ja chcę zrobić coś dla Ciebie za niego. Bo kocham Cię i tego człowieka także.
Rozważając temat wynagrodzenia warto zwrócić uwagę na objawienie się Pana Jezusa świętej Małgorzacie Marii Alacoque i świętej Faustynie.
Pan Jezus pokazuje Małgorzacie swe kochające Serce i mówi, że za Jego wielką miłość doznaje niewdzięczności i wzgardy od strony ludzi. Wskazuje jednak nie tylko na swoje Serce. Opowiada także o tragicznej w skutkach przewrotności ludzkiego serca, które nie rozpoznaje miłości i, gardząc nią, niszczy samo siebie. Niszczy w sobie relację z Nim – Bogiem oraz z innymi ludźmi. Pan Bóg w swojej miłości przez mój akt wynagrodzenia chce pomóc mojemu bliźniemu. Pan Jezus widzi jednak słabość człowieka, który chce Mu wynagrodzić. Dlatego prosi o taki akt wynagrodzenia, w którym On działa szczególnie. Małgorzatę prosi o przyjmowanie Go w Komunii świętej tak często, jak tylko to możliwe, a zwłaszcza w pierwsze piątki. Natomiast Faustynę uczy modlitwy: miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Kościół, jako wspólnota ludzi wierzących, posiada szczególne formy wynagrodzenia. Pierwszą jest Msza święta wynagradzająca. Składamy Ojcu najdoskonalsze wynagrodzenie. Ono nie pochodzi od nas i nie jest naszym aktem. To Ofiara życia, cierpienia i śmierci Jego Syna. Drugą są powołania kontemplacyjne. Mężczyzna lub kobieta rezygnuje z życia w tym świecie, aby przez całkowite oddanie się Panu Bogu wynagrodzić za grzech konkretnego człowieka lub grupy osób. Kolejną formą jest adoracja wynagradzająca. Jako wspólnota uczniów Jezusa gromadzimy się przed Nim w Najświętszym Sakramencie. Nasza obecność przy Panu Jezusie jest wynagrodzeniem nieobecności tych, którzy odwrócili się od Niego przez grzech.

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! templates by Engine Templates